Tybet i ojciec Pio

grudzień 10, 2007

Przeczytałam ostatnio “7 lat w Tybecie”. Dziwna książka – Austriak nauczający młodego Dalajlamę, aż nie mogę sobie tego wyobrazić!

Bardzo, ale to bardzo chciałabym polecieć kiedyś do Tybetu. Aczkolwiek z tego co czytam tu i ówdzie, to kobietom tam wciąż nie jest lekko. Poza tym teraz chyba jest gorzej niż kiedyś, przez zasranych Chińczyków, którzy wszędzie muszą wetknąć swoje śmierdzące… stopy. :)

To wpieprzanie się Żółtków bardzo mi pasuje do zmian, które obserwuję w tak zwanym “nowoczesnym” świecie – wszyscy ci, którzy są chamscy i prostaccy, chcą mieć wpływ na to, do czego nie mają prawa. Typowe, ale dlatego tym bardziej powinno mi to dać do myślenia.

Acha, wspaniale również się wpisują w ten trend tak zwani wyznawcy chrześcijaństwa – otóż narzucają władzy Kościoła swoje zdanie! (Raz, po śmierci JPII – “Santo Subito” to przecież bezczelność; dwa: teraz czciciele o. Pio grożą buntem Watykanowi!!! Ja bym ich spaliła na stosie, kto powiedział, że Kościół to demokracja???)

Trochę smutno

grudzień 8, 2007

Wczoraj byłam na piwie po pracy razem z kolegami i koleżankami z paru działów. Nie wiem, jakaś dziwna chyba jestem, ale nie było wg mnie żadnych fajnych facetów. Wróciłam wcześnie do domu.

Dodatkowo dołuje mnie fakt, że tak dużo błędów trzeba popełnić, zanim się nauczę wielu ważnych rzeczy. Na foreksie straciłam ostatnio ok. 7tys. USD (!!!), bo nie ustawiłam tzw. stop-lossa, czyli ceny, dla której dana transakcja jest przerywana. Taki stop-loss broni przed złymi przewidywaniami z mojej strony. Jak to dobrze, że na razie to tylko wirtualne pieniądze. Jednak trzeba to zapisać:

Zawsze, ale to zawsze ustawiaj w otwieranych transakcjach cenę stop-loss!!! 

Na dodatek nie dogaduję się z M. Chlip.

Jednak dolar dał mi dwadzieścia pipsów zysku, tj. około 700USD.

Póki co, przy dobrym umocnieniu (czy też – mocniejszym spadku euro) zamknęłam transakcję, co widać na obrazku jako niebieski trójkącik. Pomarańczowy trójkącik wcześniej to otwarcie tej transakcji, z czego widać że mogłam zagrać lepiej. Cóż, trzeba się uczyć również na swoich błędach.

Głupi dolar

Dolar dzisiaj (wobec euro) poszedł znowu w dół.

Naprawdę, byłam święcie przekonana, że zaczyna się umacniać, i… otworzyłam tzw. “krótką” pozycję po największych spadkach (czyli liczę na umocnienie). Póki co poszedł jednak jeszcze trochę w dół i tam siedzi, skurwiel jeden. Do góry, chamie! Zyski masz mi przynieść, do licha ciężkiego!

Ale tak na marginesie, to jeśli popełniłam błąd, to nie wiem jaki. Moje wskaźniki milczą.

Nowa praca

grudzień 4, 2007

To moja pierwsza tego typu praca – korporacja. Wczoraj wyszłam z nastawieniem bojowym – dużo do nauki, wielka, międzynarodowa firma, poważne traktowanie ludzi – no po prostu wspaniale.

Dziś przez chwilę było mniej różowo – wokół jacyś studenci, ludzie zamiast zapierdalać (bo tak też sobie to wyobrażałam, głupia), to jednak chodzą do kuchni na kawy i non-stop plotkują, rzeczywiście tak, jak w serialach.

Chujowe dowcipy, maski na twarzach, modne fryzury, “solarka”, luzik, ale ogólnie bardzo mili dla mnie. Nie wiem, może za ostra jestem.

Dzisiaj pierwszy raz w życiu pracowałam w SAPie. Mój kochaniutki Boże, jakaż to wszechwładna kobyła! Założę się, że w ciągu pierwszych 10 dni co najmniej raz mi się zawiesi, hihihi! :D

Ogólnie -  jest dobrze. Muszę popracować nad tym, żeby wynieść z tej firmy maksimum zysku i satysfakcji. No i może poznać fajnych ludzi. Czuję, że gdzieś tam są tacy.

Wróżenie z ropy?

grudzień 2, 2007

Po wczorajszym piciu, ponieważ nic ciekawszego nie przychodziło mi do głowy, wzięłam się troszkę za szkolenie. Z materiałów EFIX Polska wyczytałam dość interesujące niusy – otóż podobno w ciągu ostatnich 3 lat korelacja między ceną złota a parą walutową NZD/USD była 90-procentowa!

Artykuł otworzył mi oczy na jedną, bardzo ważną rzecz – trzeba szukać zależności nie tylko między parami walut, nie tylko między tym, co tworzy analizę fundamentalną (a więc ogłaszanymi wartościami wskaźników ekonomicznych, czy wypowiedziami polityków i tak dalej), ale również między tym, jak kształtują się ceny ważnych w danej chwili dla świata towarów.

Czyli tak: ropa, złoto, czy jakieś zboża w niektórych krajach – to wszystko w zależności od tego, co się w danym miejscu świata dzieje ma wpływ na cenę pieniądza. Dla mnie to niesamowicie ważne odkrycie – tym bardziej,  że ceny towarów często wyprzedzają przez długi okres czasu ceny par walutowych związanych z danym towarem!

W sumie to wszystko powinno być dla mnie logiczne od samego początku, i głupio się czuję, że sama na to nie wpadłam. Najważniejsze jest jednak nie przejmować się błędem, tylko wyciągnąć prawidłowe wnioski. Ergo, od dziś spróbuję zestawiać pary towarów z parami walut i zobaczymy, może znajdę moją złotą kurę. :)

Łoj, popiłam ;)

grudzień 1, 2007

Wczoraj popiłam.

Ale jest okej.

M podczas picia wygadał się, że robił w piątek zdjęcie jakiejś dupeczce, co spowodowało u mnie taki atak zazdrości, że mało go nie spaliłam wzrokiem. Wrrrr…

Oczywiście wielki foch, za którego mnie jeszcze opieprzył, łajdak.

Koledzy i koleżanki

listopad 30, 2007

Dziś jest ostatni dzień w mojej kochanej pracy, w poniedziałek następne zmiany w moim życiu.

Ukochane koleżanki i koledzy z dotychczasowej pracy widocznie bardzo cieszą się, że zmieniam zatrudnienie na lepsze. Chodzą wokół mnie z życzliwymi słowami i radami w stylu “Zdrajczyni!”, “Co, do konkurencji odchodzisz?” czy inne tego typu bzdury. Naprawdę, nie sądziłam, że w ostatnie godziny w tym miejscu spotka mnie taka przykrość ze strony tych, z którymi – wydawało mi się – tworzyłam zespół!

Niesamowite jest to, że ci kochani ludzie mają mi za złe i nie potrafią zrozumieć, że zmieniam pracę zwyczajnie po to, by mieć więcej czasu dla najbliższych. Sami nienawidzą miejsca, w którym pracują, a jak odchodzę, to mają mnie za zdrajczynię.

Niesamowite jest też to – i chyba najbardziej właśnie te komentarze mnie poruszają – że ci debile jedyne co potrafią wymyślić (jako miejsce pracy), to konkurencja dla obecnej firmy, czyli chujowa praca na zmiany, w łikendy i bez  poszanowania pracownika. Nie mieści im się w tych głupich, zasmarkanych, pustych łbach, że znalazłam ludzką pracę od 8 do 16-tej, od poniedziałku do piątku i w miejscu – a przynajmniej takie mam wrażenie – w miejscu, gdzie pracownik nie jest traktowany jak szmata.

Żal mi tych ludzi, ale chyba tym bardziej cieszę się, że zmieniam środowisko.

Czarnoskóry naukowiec

listopad 29, 2007

Fragmenty z artykułu na Gazeta.pl:

“Profesor fizyki teoretycznej Ronald L. Mallett od ponad pół wieku poszukuje sposobu, żeby oszukać przeznaczenie. Chce zbudować wehikuł czasu i odbyć podróż w przeszłość.”

“(…)Afroamerykanin z eleganckimi wąsami, o mocnym uścisku dłoni, myślami błądzi po krainie fantazji.”

“Mallett miał 10 lat, gdy umarł jego ojciec(…)
- Czułem się, jakby umarł superman – mówi Mallett.”

“(…)ze starych opon, przerdzewiałych rur, metrów kabli i siodełka rowerowego zbudował pojazd, który wyglądał tak samo, jak ten z komiksowych obrazków – pół motor, pół statek kosmiczny. – Gdy włożyłem wtyczkę do gniazdka i uruchomiłem włącznik, nie stało się absolutnie nic – mówi Mallett uśmiechając się od ucha do ucha. – Nawet światła się nie zapaliły.”

“(…)zapisał się nawet na kurs uwodzenia (‘50 sposobów na znalezienie miłości’) oraz dał anons towarzyski w gazecie (‘Żądny przygód astrofizyk pozna interesującą Ziemiankę’).”

“(…)Nie chciałem, żeby ludzie mieli mnie za szaleńca. Ze względu na mój kolor skóry już i tak było mi wystarczająco trudno wspiąć się po akademickiej drabinie. Niektórzy uważają nas za niezbyt inteligentnych.”

“(…)gdy profesor zdoła uzbierać wystarczająco dużo pieniędzy – potrzebowałby około 250 tys. dolarów – chce skonstruować wysoką na półtora metra, cieniuteńką wieżę światła, której ścianki na każdym piętrze składałyby się z czterech laserowych promieni.”

“(…)Z matematycznego punktu widzenia nikt jeszcze nie zdołał obalić mojej teorii, która zresztą oparta jest na równaniach Einsteina – mówi.”

I to by było tyle, na temat wkładu Afroamerykańskich uczonych w naszą cywilizację. Amen.

Jeszcze tylko dziś i jutro

listopad 29, 2007

…A w poniedziałek już idę do nowej pracy. Fajowsko!

I tak najlepszy moment był, kiedy moja dotychczasowa szefowa chciała mnie zatrzymać. Poszłam tam do niej, zastanawiając się mocno w jaki sposób będzie ze mną rozmawiać. I co? Gówno. Jedyny komentarz, jaki potrafiła z siebie wydusić na moje argumenty (że ani nie robię tego, co obiecywała przy zatrudnieniu, ani nie da mi lepszych godzin w pracy, ani lepszej kasy) to: “no tak, no tak”.

Głupia cipo, gnij sobie w tej zasranej C*****.

Muszę powiedzieć, że coraz łatwiej mi idzie zmienianie swojej finansowej strony życia na lepszą. Dlatego, by nie zapomnieć, muszę sobie powtarzać: Jesteś genialna, jesteś genialna!

Mówię wam, jak dużo dziewczyn z mojej dotychczasowej pracy ma przesrane życie tylko przez to, że nie wierzą w siebie. Strasznie mnie to przygnębia.

Wierzcie w siebie, dziewczyny!