Nowa praca, nowe doznania
grudzień 23, 2007
Powiem wam tak – nie myślałam, że tu tacy ludzie pracują.
Koleżanka zmieniła dział, i teraz pracuje w tym, co ja. Ostatnio dostała od naszych zalatanych chłopców informatyków nowy komputer, i jak to z takimi urządzeniami bywa, coś tam nie grało do końca. Przyszedł kolega i siedzi przy jej pececie i coś tam klika.
Za chwilę patrzę, a koleżanka… płacze. Okazało się, że załamała się, bo uważa, że sobie źle radzi.
Przez chwilę patrzyłam na sytuację z rozdziawioną buzią, nie bardzo wiedząc na kogo jestem bardziej wściekła – czy na chłopaka, który jej ten komputer naprawiał, że nie wczuł się w rolę “zakładowego psychologa”, czy też na koleżankę, która płakała w sumie tylko dlatego, że jakaś durna maszyna nie działała, jak trzeba!!!
Jejku, przez dwa dni nie wiedziałam, co o tym myśleć. W końcu jestem pewna:
- winę tylko i wyłącznie ponosi płącząca – z tym, że jedynym sposobem na jej “wyleczenie” jest sprawienie, by odczuła, że świat wokół ją naprawdę docenia.
- z tego punktu doszłam do następnego – tak naprawdę naprawienia wymaga stosunek między płaczącą, a jej osobą, która pełni funkcję koordynatora jej części działu – jest to dość upierdliwa kobieta, wymagająca, ostra, i zdecydowanie odgraniczająca życie osobiste od pracy.
Teraz tylko zastanawiam się, co zrobić z tą ostrą koordynator. Bo że coś zrobię, to pewne!