Tybet i ojciec Pio
grudzień 10, 2007
Przeczytałam ostatnio “7 lat w Tybecie”. Dziwna książka – Austriak nauczający młodego Dalajlamę, aż nie mogę sobie tego wyobrazić!
Bardzo, ale to bardzo chciałabym polecieć kiedyś do Tybetu. Aczkolwiek z tego co czytam tu i ówdzie, to kobietom tam wciąż nie jest lekko. Poza tym teraz chyba jest gorzej niż kiedyś, przez zasranych Chińczyków, którzy wszędzie muszą wetknąć swoje śmierdzące… stopy.
To wpieprzanie się Żółtków bardzo mi pasuje do zmian, które obserwuję w tak zwanym “nowoczesnym” świecie – wszyscy ci, którzy są chamscy i prostaccy, chcą mieć wpływ na to, do czego nie mają prawa. Typowe, ale dlatego tym bardziej powinno mi to dać do myślenia.
Acha, wspaniale również się wpisują w ten trend tak zwani wyznawcy chrześcijaństwa – otóż narzucają władzy Kościoła swoje zdanie! (Raz, po śmierci JPII – “Santo Subito” to przecież bezczelność; dwa: teraz czciciele o. Pio grożą buntem Watykanowi!!! Ja bym ich spaliła na stosie, kto powiedział, że Kościół to demokracja???)
Witaj
Widze, ze jestes autentyczna, podobają mi się niektóre obserwacje. Szkoda tylko, że używasz wulgarnych zwrotów – czy warto? Czy to nie jest prostackie? Jakos mi one tutaj nie pasują
Pozdrawiam
Tom
7 lat w Tybecie jest zachwycającym filmem, choć książka zapewne dużo lepsza jest… poczytam
Ja do Tybetu wybieram się za dwa lata… po szelństwie związanym z olimpiadą, żałuję, że dopiero wtedy podobno chińczycy znaczącą cześć dachu świata zabetonowali…
Fajny facet – ale ja po prostu taka jestem!
Poza tym wg mnie dużo bardziej prostackie jest określanie się samemu “fajny facet”
skem – za dwa lata to i tak niedługo – ja nawet nie wiem, na kiedy mogę zaplanować marzenia o wyjeździe