Koledzy i koleżanki
listopad 30, 2007
Dziś jest ostatni dzień w mojej kochanej pracy, w poniedziałek następne zmiany w moim życiu.
Ukochane koleżanki i koledzy z dotychczasowej pracy widocznie bardzo cieszą się, że zmieniam zatrudnienie na lepsze. Chodzą wokół mnie z życzliwymi słowami i radami w stylu “Zdrajczyni!”, “Co, do konkurencji odchodzisz?” czy inne tego typu bzdury. Naprawdę, nie sądziłam, że w ostatnie godziny w tym miejscu spotka mnie taka przykrość ze strony tych, z którymi – wydawało mi się – tworzyłam zespół!
Niesamowite jest to, że ci kochani ludzie mają mi za złe i nie potrafią zrozumieć, że zmieniam pracę zwyczajnie po to, by mieć więcej czasu dla najbliższych. Sami nienawidzą miejsca, w którym pracują, a jak odchodzę, to mają mnie za zdrajczynię.
Niesamowite jest też to – i chyba najbardziej właśnie te komentarze mnie poruszają – że ci debile jedyne co potrafią wymyślić (jako miejsce pracy), to konkurencja dla obecnej firmy, czyli chujowa praca na zmiany, w łikendy i bez poszanowania pracownika. Nie mieści im się w tych głupich, zasmarkanych, pustych łbach, że znalazłam ludzką pracę od 8 do 16-tej, od poniedziałku do piątku i w miejscu – a przynajmniej takie mam wrażenie – w miejscu, gdzie pracownik nie jest traktowany jak szmata.
Żal mi tych ludzi, ale chyba tym bardziej cieszę się, że zmieniam środowisko.
Zazdrość, że możesz mieć przypadkiem lepiej w nowej pracy jest typowa dla naszego narodu.